Recenzja One Piece na żywo w serwisie Netflix: Szalona atmosfera, wciągająca akcja

Recenzja One Piece na żywo w serwisie Netflix: Szalona atmosfera, wciągająca akcja

W zeszłym tygodniu serial akcji One Piece na platformie Netflix spotkał się z ogromnym uznaniem zarówno ze strony starych, jak i nowych widzów. Ponieważ nigdy nie miałem styczności z One Piece i nigdy nie miałem ochoty czytać mangi ani oglądać anime, byłem sceptyczny wobec tej nowej adaptacji. Poprzednie adaptacje popularnej mangi na żywo nie zostały dobrze przyjęte, ani z technicznego punktu widzenia, ani pod względem wyodrębnienia spójnych historii. Podszedłem więc do One Piece ostrożnie, biorąc pod uwagę moje rozczarowanie Cowboyem Bebopem w zeszłym roku.

Jako kompletny nowicjusz muszę przyznać, że zajęło mi kilka odcinków, zanim się wciągnąłem. Ale kiedy już przyzwyczaiłem się do estetycznego stylu serialu (więcej o tym później), naprawdę przyjemnie mi się go oglądało! Fabuła jest dobrze skonstruowana i rozwija się szybko w formacie shonen, z nowym złoczyńcą co tydzień. Prawie wszystkie postacie są dobrze rozwinięte i zachowały swoją integralność od początku w mandze, stając się wiarygodne i zrozumiałe, nawet podczas przesadnych scen walki obecnych w całej serii. To jest dobre ! Naprawdę, szczerze, serial jest dobry i to jest największa niespodzianka ze wszystkich.

Pierwsza część adaptacji One Piece

Ośmioodcinkowy sezon oparty jest na pierwszej części mangi One Piece, zwanej East Blue. Eiichiro Oda najwyraźniej był mocno zaangażowany w serial i wyraził pełną zgodę na adaptację po jej wydaniu. Jesteśmy traktowani w klasyczny sposób dla każdego głównego bohatera, dając nam wgląd w jego przeszłe życia i mocno osadzając go w tym świecie i historii, jednocześnie pozwalając widzom lepiej zrozumieć świat i strukturę serii.

Na początku największą trudnością dla mnie w One Piece był ton. Dziwaczny absurd sprawiał, że serial sprawiał wrażenie, jakby był przeznaczony dla dzieci, ale tak nie jest. Konfetti eksploduje z armat, mężczyzna walczy z mieczem w ustach, żołnierz piechoty morskiej nosi spodnie we wzór zebry… Oglądanie tego jest dosłownie szaleństwem, szczególnie w zestawieniu z brutalnymi scenami walki, niepokojącymi scenami znęcania się nad dziećmi i ostrym językiem. Jest też dużo kadrowania, które sprawiło, że miałem wrażenie, że serial próbuje naśladować panele z komiksu, co zwiększyło wyraźny kontrast między prezentacją a historią. To najbardziej zagmatwany pod względem estetycznym serial, jaki kiedykolwiek oglądałem. Myślę, że dla mnie, albo dlatego, że jestem klasycznym zachodnim odbiorcą, albo po prostu nie znałem mangi, była to najtrudniejsza część, z którą mogłem sobie poradzić, mimo że serial podobał mi się. Na początku był moment, w którym grupa została schwytana przez klauna, który potrafi pociąć się na kawałki, i dopiero po tym odkryciu trochę zniechęciłem się do dalszego oglądania serialu. Jeśli tak było ze wszystkim innym, może nie było to w moim przypadku… ale szedłem dalej i naprawdę się cieszę, że to zrobiłem. Chociaż istnieje oczywisty dysonans między tonem a treścią, wydaje się to zarówno głupie, jak i szczere. W tej serii istnieje bariera stylistyczna, której tak naprawdę nigdy nie wydaje się przekraczać, ale mniej więcej w połowie w końcu się do niej przyzwyczaiłem. Szczery absurd jest mocną stroną tej serii.

Główna postać

Jedyną częścią serii, która nigdy mi się nie podobała, był główny bohater. Monkey D. Luffy to szczególny typ bohatera shonen: hałaśliwy, skupiony, przesadny i oddany swoim przyjaciołom, nawet jeśli wydaje się to coraz bardziej nieodpowiedzialne. Wersje tej postaci istnieją w wielu udanych anime, takich jak Uzamaki Naruto, Midoriya z My Hero Academia, Yugi z Yu-Gi-Oh i Shoyo Hinata z Haikyuu!! Jednak pomimo oglądania i czerpania przyjemności z tego szczególnego typu shonen bohatera, Luffy był dla mnie coraz bardziej irytujący. Luffy jest taki głośny! On cały czas krzyczy! Jest trochę głupi! Wydaje się, że nie ma żadnego prawdziwego celu poza zdobyciem One Piece i zostaniem Królem Piratów, ale jakie jest prawdziwe znaczenie bycia Królem Piratów poza samym tytułem? Chociaż pod koniec serii jego determinacja, by ocalić Nami, była godna podziwu i wspierałem go, bardziej przywiązałem się do Zoro, Sanjiego, Nami, a nawet Koby’ego (Usopp, przepraszam, byłeś irytujący, może tak będzie lepszy w przyszłym sezonie?) niż samemu Luffy’emu. Moją największą skargą jest to, że uważam, że Luffy manipuluje emocjonalnie i jest nieco arogancki, mimo że stara się robić to, co najlepsze dla swoich przyjaciół. Ale ostatecznie serial jest dobry! Zaskakująco dobrze! Szczególnie sceny walki są doskonałe, nawet gdy Luffy rozciąga się wszędzie i krzyczy „Gum Gum Pistol!” jak idiota. Wszystkie walki są ważne dla fabuły, a bohaterowie coś dla mnie znaczą; Nie chciałem widzieć, jak cierpią (z wyjątkiem Luffy’ego, mógłby cierpieć trochę bardziej). Seria jest czysta. Jest pod dobrą opieką. Wszystko idealnie ze sobą współgrało i pod koniec sezonu, pomimo krzyków Luffy’ego, chciałem drugi sezon. A jeśli ktoś tam robi notatki…pokazuj częściej Zoro bez koszulki. DZIĘKI.

Źródło: gizmodo.com

Avatar photo

Sylvain Métral

J'adore les séries télévisées et les films. Fan de séries des années 80 au départ et toujours accroc aux séries modernes, ce site est un rêve devenu réalité pour partager ma passion avec les autres. Je travaille sur ce site pour en faire la meilleure ressource de séries télévisées sur le web. Si vous souhaitez contribuer, veuillez me contacter et nous pourrons discuter de la manière dont vous pouvez aider.